o. Jarosław Kupczak OP

Styczeń 2010

Planeta pełna hałasu

Wszyscy mieszkańcy planety Apro w gwiazdozbiorze Omegi byli bardzo gadatliwi, zajmowali sie wyłącznie mówieniem. Każdy z nich chciał mówić jak najwięcej i jak najdłużej, dlatego też nikt nie miał ani chęci ani czasu na to, aby słuchać innych. Ponieważ nikt nikogo nie słuchał, na planecie Apro wygasło powoli zainteresowanie tym, co się mówi. Chodziło tylko o to, aby mówić, mówić, mówić...

Wiadomo, że w życiu każdego Apronity są chwile, kiedy trudno jest coś powiedzieć. Na przykład, trudno jest mówić, kiedy się je śniadanie albo obiad, lub kiedy się śpi. Mieszkańcy planety Apro również na to znaleźli sposób: podczas jedzenia oglądali telewizję, zasypiali zaś i budzili się przy włączonym radiu.

Z czasem, Apronici zaczęli się bać ciszy. Cisza stała się dla nich przerażająca, gorsza niż samotność, a nawet gorsza niż leżenie w łóżku z przeziębionym gardłem. W samotności można przecież mówić głośno do samego siebie, a podczas leżenia w łóżku można włączyć radio, oglądać telewizję, albo zaprosić swoich gadatliwych przyjaciół... Cisza wykluczała te wszystkie możliwości i mówiła do Apronitów coś, czego nikt nie chciał usłyszeć.

Apro stała sie najgłośniejszą planetą w całym gwiazdozbiorze Omegi, zgiełk i hałas roznosił się wokół niej na wiele lat świetlnych. Dlatego też wszyscy kosmiczni podróżnicy zaczęli ją omijać szerokim łukiem a wszyscy poszukiwacze przygód przestali wybierać Apro jako cel swojej wędrówki (wiadomo przecież, że wyrusza się w podróż, aby słuchać innych i samemu być wysłuchanym). Wszystkie statki i promy kosmiczne nadkładały drogi, żeby tylko nie przelatywać w pobliżu Apro, a na planetach dookoła niej ustawiono tabliczki ostrzegawcze: "Uwaga! Planeta pełna hałasu."

W końcu, sam Władca Kosmicznych Przestworzy zniecierpliwił się hałasem panującym na Apro. Od dawna nikt z jej mieszkańców nie prosił go o posłuchanie, a kiedy Władca ostatnio próbował porozmawiać z Naczelnym Sygnalistą z Centrum Sterowania Androidami zauważył, że ten w ogóle nie potrafił go słuchać.

Władca Kosmicznych Przestworzy postanowił dać Apronitom nauczkę - odebrał im glos.

Apronici zostali zdruzgotani wyrokiem Władcy. Smutni snuli się bez celu po cichej planecie, patrzyli na siebie z przerażeniem. Gestami dawali sobie do zrozumienia, że nigdy nie wybaczą Władcy Kosmicznych Przestworzy tak surowej kary, myśleli o okrutnej zemście... Zapewne cały gwiazdozbiór Omegi zapłonął by wkrótce w straszliwej walce, gdyby nie błache z pozoru wydarzenie. Otóż, mieszkańcy Apro po raz pierwszy spostrzegli, że ich planeta jest bardzo piękna. Patrzyli na kwiaty, drzewa i gwiazdy na wieczornym niebie tak jakby nigdy przedtem ich nie widzieli. Rzeczywiście, nigdy na to nie mieli czasu - tak bardzo zajęci byli mówieniem. Apronici zaczęli po raz pierwszy uważnie przyglądać się sobie nawzajem. Ze zdumieniem odkrywali kolor swoich oczu i włosów, a także to, że ich twarze są bardzo miłe i sympatyczne. Malowali wiec portrety swoich przyjaciół, aby utrwalić i przechować ich piękno. Powstało wtedy dużo, bardzo dużo pięknych obrazów.

Wtedy też, po raz pierwszy, mieszkańcy Apro zaczęli pisać wiersze i listy. Tak, były to bardzo piękne wiersze i długie listy. Apronici spędzali teraz większość swojego wolnego czasu pisząc i malując, a ich obrazy, wiersze i listy były coraz piękniejsze. Powołano nawet specjalne ministerstwo, aby budowało galerie, gdzie można by oglądać powstające obrazy oraz biblioteki do składowania tomików aprońskiej poezji. Nigdzie w całym Kosmosie nie było tylu galerii i bibliotek, co na Apro.

Władca Kosmicznych Przestworzy patrzył z uśmiechem na to, co działo się na planecie do niedawna pełnej hałasu. Kiedy w końcu przywrócił Apronitom zdolność mówienia, oni jakby tego nie zauważyli. Rozmawiali ze sobą szeptem, ale tak naprawdę to woleli uśmiechać się do siebie i patrzeć sobie w oczy, i wsłuchiwać się w to, co mówią inni. Ale najbardziej lubili w milczeniu zachwycać się pięknem świata, malować swoje wspaniałe obrazy i pisać cudowne wiersze. Od tej pory, Apro stała się najważniejszą planetą w całym Kosmosie, wszyscy kosmici pragnęli przynajmniej raz w życiu przylecieć tam, aby zobaczyć jej słynne biblioteki i galerie.

Aha, zapomniałem dodać, że z Apro wyrzucono wszystkie radia i telewizory. Odkąd Apronici zaczęli malować obrazy i pisać wiersze, nie mieli już czasu ani na oglądanie telewizji ani na słuchanie radia.

Apronici długo zastanawiali się, czy na swoją planetę przyjmować turystów z Ziemi z powodu powszechnie znanych przywar mieszkańców tej brudnej, hałaśliwej i kłótliwej planety. Wiem jednak z pewnego źródła, że postanowili w końcu sprzedawać bilety ziemianom w nadziei, że może i oni zobaczą, że możliwe jest inne życie. Bilety wkrótce będą dostępne.