| Październik 2008 |
|
Chrześcijańska feministka Sarah Palin
Reakcje w polskiej prasie na nominację Sarah Palin na kandydatkę na stanowisko wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia partii republikańskiej były więcej niż skromne, a i te, które się pojawiły pozostawiają dużo niedostytu. Krótki wywiad z Agnieszką Graff („Rzeczpospolita”, 5 września br) jest świetnym przykładem w jaki sposób stereotypy feminizmu uniemożliwiają nierzadko zrozumienie rzeczywistości poprzez przykrawanie jej do ideologicznych schematów. Graff mylnie twierdzi, że, „pod względem strategii wyborczej dla McCaina znaczenie ma przede wszystkim płeć Palin”, co słusznie krytykuje Tomasz Terlikowski (Armia Sarah Palin, „Wprost” 21 września br). Od początku lat 80-tych żaden republikański kandydat na prezydenta nie mógł obejść się bez poparcia kilkudziesięciu milionów amerykańskich, ewangelikalnych chrześcijan, których głos wyrażany jest w takich organizacjach jak Christian Coalition czy też Focus on the Family. John McCain nierzadko był widziany przez ewangelikalnych chrześcijan jako polityk niewystarczająco konsekwentny w obronie spraw ważnych dla konserwatywnych chrześcijan. Wybór Sarah Palin, ze względu na jej sprzeciw wobec aborcji oraz autentyczne, spontaniczne demonstrowanie własnej wiary zmienił nastawienie tej części potencjalnych wyborców. Uwaga Graff, że Palin – ze względu na to, że jest kobietą - ma szansę na odzyskanie części elektoratu Hillary Clinton, „obrażonego na Obamę, że wyeliminowal ich kandydatkę”, oddaje tylko część prawdy. Artykuł Jeffrey Bell poświęcony analizie negatywnego przyjęcia kandydatury Palin przez mass-media, które nie tak dawno poświęcały tak dużo uwagi Hillary Clinton nosi charakterystyczny tytuł: „Dlaczego ją nienawidzą?” (Why they hate her?, „Weekly Standard”, 15 września, br). Dowcipy znanych komentatorów na temat wyglądu Palin, jej hobby (myślistwo, łowienie ryb), zdziwienie (współczucie?), że ma tyle dzieci, polowanie na wszelkie skandaliczne plotki związane z nieślubnym dzieckiem jej córki stawiają pytanie o stosunek mass-mediów do kobiety-polityka, która świadomie wyłamuje siebie z ram opisywanych tradycyjnie jako feminizm. Peter Wehner pisząc o znaczeniu Sarah Palin (The Significance of Sarah Palin, „Commentary”, 4 września br) zbiera poniżające dla Palin komentarze publicystek, które zapewne nie tak dawno z sympatią odnosiły się do Hillary Clinton. Eleanor Clift z „Newsweeka” zauważyła, że nominacja Palin wywołała śmiech w redakcjach prasowych w całej Ameryce, Maureen Dowd z „New York Times”, która w swoich publikacjach prasowych gorąco popierała Hillary Clinton, autorka książki Czy mężczyźni są potrzebni?, nazwała Palin „cheerleaderką z Zachodu”, Sally Quinn stwierdziła błyskotliwie, że nominacja Palin jest „obrazą kobiet, obrazą partii republikańskiej i obrazą kraju”. A więc „dlaczego ją nienawidzą?” - zwłaszcza te znaczące dla kształtowania opinii publicznej kobiety, które nie tak dawno popierały panią Clinton. Graff wprowadza czytelnika w błąd, kiedy na oczywiste pytanie redaktora w jaki sposób liberalne zwolenniczki Hillary mogą popierać kogoś, kto jest przeciwny aborcji, odpowiada: „To nie ma większego znaczenia. Ważne jest to, że Palin jest kobietą”. Ta feministyczna mantra zasłania prawdę bardzo istotną dla wielu kobiet, które – jak pokazują sondaże – po nominacji Palin zdecydowały się poprzeć kandydaturę McCaina, oraz dla poważnej debaty na temat obecności religii w sferze publicznej. Palin określa sama siebie jako feministkę, która jest pro-life. Jest przeciwniczką eksperymentów na komórkach macierzystych, zwolenniczką wpisania do konstytucji swojego stanu zapisu, który zagwarantuje, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety. Wiemy o niej, że jest osobą głęboko wierzącą, która w swoich publicznych wystąpieniach nie waha się odwoływać do Boga, jest matką piątki dzieci. Przed porodem wiedziała o tym, że jej syn ma syndrom Downa, ale mimo tego zdecydowała się go urodzić, gdyż, jak powiedziała tłumacząc swoją decyzję: „dzięki wczesnej diagnozie wiedzieliśmy, że nasze dziecko będzie chore i czuliśmy się uprzywilejowani, że Bóg właśnie nam będzie chciał zawierzyć ten dar i dać tę niewysłowioną radość kiedy wszedł do naszego życia. Wierzymy, że każde dziecko jest stworzone dla dobrego celu i ma w sobie potencjał, żeby uczynić ten świat lepszym. Jesteśmy prawdziwie błogosławieni.” Podczas swojego przemówienia na konwencji republikańskiej, Palin powiedziała o swoim synu, który na widowni spał w ramionach jej męża: „szczególne potrzeby wyzwalają szczególną miłość”. Biografia Palin jest zwykła. Pochodzi z małego miasta w Idaho z rodziny nauczycieli. Wyróżniająca się koszykarka w szkolnej drużynie, otrzymała pseudonim: „Sarah barakuda” ze względu na swój styl gry. W swoim miasteczku na Alasce, gdzie rodzice przenieśli się ze względu na pracę, wygrała lokalny konkurs piękności. Zanim zajęła się polityką pracowała w telewizji jako sportowa reporterka oraz w rodzinnym przedsiębiorstwie rybackim. Swoje zaangażowanie polityczne rozpoczęła od samego dołu wygrywając wybory na mera swojego miasteczka, gdzie mieszkała. Wyróżniającym znakiem jej zaangażowania politycznego była sprzeciwienie się lokalnym układom, cynizmowi i „szemranym interesom” także własnych kolegów z partii republikańskiej. Jako protest przeciw brakowi etyki wśród polityków Palin zrezygnowała z funkcji przewodniczącej ważnej stanowej komisji ropy i gazu po to, by trzy lata później w 2006 roku dzięki głosom wyborców zostać pierwszą kobietą gubernatorem Alaski. Ta prosta biografia powoduje zażenowanie u dużej części „zawodowych” feministek, gdyż łączy polityczną skuteczność i sukces z wartościami, które feminizm usiłował ośmieszyć, czyli religijną, wpływającą na własne wybory życiowe (także polityczne) wiarę oraz widzenie macierzyństwa jako szczególnie ważnego powołania kobiety. Dlatego też, można powiedzieć, że pani gubernator największego stanu w USA realizuje w swoim życiu program sformułowany kilkanaście lat temu przez osobę o bliskich jej poglądach, Mary Ann Glendon, wykładowcę prawa na Uniwersytecie Harvarda, która obecnie pełni funkcję amerykańskiego ambasadora przy Stolicy Apostolskiej. Program ten został lakonicznie sformułowany w tytule jednego z artykułów Glendon: „Uwolnić feminizm od feministek” (First things, marzec 1992). Osoba Sarah Palin jest ważna ze względu na spór z ideologicznym feminizmem, który – jak dowodzi Glendon - nie reprezentuje rzeczywistych problemów kobiet, ale zajęty jest ideologicznym przekształcaniem rzeczywistości i walką z tradycyjnymi przekonaniami dotyczącymi kobiety i mężczyzny, w tym przede wszystkim z religią. Osoba Sarah Palin jest istotna także dla debaty o miejscu religii w sferze publicznej i o wyborach politycznych podejmowanych ze względu na swoje przekonania etyczne. Naprzeciw siebie stają bowiem jako kandydaci na stanowisko vice-prezydenta USA: katolik Joseph Biden i wychowana w katolickiej rodzinie, obecnie członkini jednego z protestanckich, ewangelikalnych kościołów chrześcijańskich Palin. Biden, znany ze swego bezwarunkowego poparcia dla aborcji, współpracuje z Barakiem Obama, który sprzyja oburzającej nawet dla wielu zwolenników Roe vs. Wade aborcji przez częściowe narodziny (partial-birth abortion). W bezprecedensowej wymianie publicznych oświadczeń, Biden został napomniany w czasie kampanii prezydenckiej zarówno przez reprezentantów ruchów katolickich jak też przez kilku biskupów amerykańskich, że w swoich publicznych wystąpieniach, usprawiedliwiając swoje poglądy, zniekształca naukę Kościoła katolickiego mówiąc, że etyczna ocena aborcji zmieniała się w historii Kościoła i że w związku z tym jest wiele równoprawnych, ewoluujących razem z rozwojem nauki stanowisk na ten temat. Traktującym poważnie swoją wiarę katolikom znacznie bliżej jest – paradoksalnie – do protestantki Palin niż do katolika Bidena. Nie ulega wątpliwościom, że w zbliżających się wyborach prezydenckich wielu świadomych katolików tak właśnie będzie głosować, właśnie ze względu na swoje stanowisko w obronie życia, pro-life. Możemy powiedzieć, że jest to przykład tzw. praktycznego, czy też etycznego ekumenizmu, o którym kilka lat temu pisał Joseph Ratzinger, dzisiaj papież Benedykt XVI. Zostawiając na boku różnice doktrynalne (nie oznacza to ich unieważnienia), chrześcijanie z różnych kościołów występują razem w obronie najbardziej podstawowych wartości, które dzisiaj są zagrożone: życia nienarodzonych, małżeństwa rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. Jaka będzie przyszłość tak rozumianego ekumenizmu oraz jak wpłynie on na listopadowe wybory prezydenckie w USA? Zobaczymy. Jego samo pojawienie się jest ważnym znakiem dzisiejszego czasu. |
