| Luty 2010 |
|
Mass-medialny spór o istnienie świata (artykuł ukazał się w:„Philosophia“ 2006, nr 3) Zasadnicze pytanie, czy to, co widzimy naszymi oczyma rzeczywiście istnieje i w jakiej mierze sam proces poznania zniekształca poznawany przedmiot, od wielu stuleci zajmowało wyobraźnię myślicieli. Próba znalezienia odpowiedzi na to pytanie stała się przyczyną powstania wielu różnych szkół filozoficznych. Realizm i idealizm, kantyzm i subiektywizm, solipsyzm w różny sposób opisywały stopień ingerencji poznającego podmiotu w poznawaną rzeczywistość. To pytanie, którym dotąd zajmowały się elitarne grupy "jajogłowych," dzisiaj dzięki mass-mediom pojawiło się w nowej formie i ze świeżym impetem wtargnęło do naszych domów na ekranach telewizorów. Wydające dźwięk plastikowe pudełko z migającym na nim obrazem pełni dzisiaj rolę pośrednika między nami, a złożoną i trudną do zrozumienia rzeczywistością "globalnej wioski"1. Wpatrując się w telewizyjny ekran, wierzymy, że telewizja przekazuje nam cząstkę prawdy o tym, co dzieje się na zewnątrz naszego domu. Ekran pełni więc rolę okna, przez które możemy wyjrzeć na zewnątrz. Nie zawsze jednak, szyba w tym oknie jest przezroczysta. Zdarza się, ze twórcy programów telewizyjnych uznają rzeczywistość za zbyt mało atrakcyjną dla telewidzów i podejmują się ryzykownego zadania uczynienia jej ciekawszą. O takiej próbie opowiada, oparty na autentycznych wydarzeniach z lat 50-tych, film Roberta Redforda "Quiz Show." Tematem filmu jest historia telewizyjnego quizu, w którym rywalizującym ze sobą osobom zadawane są pytania z różnych dziedzin wiedzy. Wokół quizu wybucha afera, kiedy policja dowiaduje się, że jego twórcy z góry planują, kto zostanie zwycięzcą i dostarczają tej osobie odpowiedzi na pytania, które zostaną jej zadane w czasie programu. Najciekawsza część filmu przedstawia, jak redaktorzy quizu, wśród nich specjaliści od reklamy i znawcy psychologii widowni telewizyjnej, odpowiadają na stawiane im zarzuty. Jeden z nich podkreśla, że od czasu, kiedy podjęto decyzję, aby zwycięzcę wybierać przed rozpoczęciem programu, jego oglądalność zwiększyła się kilkukrotnie. Nie wybiera się przecież byle kogo, ale osobę fotogeniczną, miłą, ze znanej rodziny - widowni sprawia satysfakcję, że właśnie taka osoba wygrywa. Telewidzowie znacznie bardziej skłonni są utożsamić się z bohaterem programu i oglądać następne jego edycje, gdzie zwycięzca poprzednich quizow zmierzy się z debiutantami. Na zarzut, że telewidzowie są oszukiwani, ponieważ są przekonani, że rywalizacja w czasie quizu jest uczciwa i wszyscy uczestnicy słyszą pytania po raz pierwszy, organizatorzy odpowiadają z rozbrajającą szczerością: "Spójrzmy prawdzie w oczy - ludziom, którzy nas oglądają zależy na zabawie. Oni nie chcą wiedzieć, jakich trickow używamy, aby im ją zapewnić"2. Wiemy nie od dzisiaj, że telewizja jest w posiadaniu potężnej władzy wpływania na to, jak ludzie widzą rzeczywistość3. Instrument, który początkowo miał za zadanie informowanie nas o tym, w jakim świecie żyjemy, skłonny jest ulegać pokusie stwarzania dla nas lepszego świata: weselszego, bardziej zrozumiałego, nie stawiającego tak wielu wymagań, jak ten prawdziwy. W końcu, co oznacza wyrażenie "prawda o świecie"? Nie potrafią się na ten temat porozumieć nawet wybitni intelektualiści. Wielu nieco mniej obeznanych z filozofią ludzi jest również przekonanych, że odpowiedź na to pytanie zależy od tego, kto naszą rzeczywistość opisuje. Ocena rzeczywistości i proponowane rozwiązania zalezą od tego, czy oglądamy program prowadzony przez prawicowego czy lewicowego komentatora, czy sponsorowany jest on przez partię liberalną, konserwatywną, czy socjalistyczną. Zaniknięcie języka, który posługuje się pojęciem obiektywnej prawdy otwiera drogę manipulacji, której wymarzonym narzędziem jest rozleniwiający, rozbrajający widza intelektualnie telewizyjny ekran4. Corocznie producenci filmowi inwestują kolosalne środki w rozwój skomplikowanych technologii, które mają uczynić ekran coraz bardziej wiarygodny w naśladowaniu, udawaniu, bądź zastępowaniu rzeczywistości. Ostatnim słowem na ten temat jest rzeczywistość wirtualna. Zakładając na głowę specjalny kask możemy siedząc w fotelu przejechać alpejską trasę slalomu giganta, a przekręcając gałkę, poczuć pod nogami deskę surfingową, a na policzku słoną bryzę Pacyfiku. Wkrótce, odpowiednio zaprogramowane urządzenia z wirtualną rzeczywistością będą stanowiły standardowe wyposażenie sportowych sal treningowych, poligonów wojskowych, a także ... sex-shopow - próbkę tego możemy obejrzeć w jednym z filmów Sylwestra Stallone z lat 90-tych ubiegłego wieku, Demolition man. Sztuczna rzeczywistość, kontrolowana przez komputerowych magów Billa Gatesa, będzie swoją atrakcyjnością rywalizować, a może wypierać tę prawdziwą. Prawdziwą? Dwieście lat temu, Immanuel Kant oddał ducha naszej epoki podkreślając, że prawda o rzeczywistości jest poza zasięgiem poznania człowieka, ponieważ sam proces poznania zniekształca poznawany przedmiot. Filozof z Królewca nie mógł przewidzieć dokonującej się dzisiaj rewolucji w budowie i roli narzędzi przekazywania informacji. Teoria Kanta dobrze ukazuje jednak problem zwiększającego się dystansu pomiędzy nami i z wolna oddalającą się rzeczywistością. W tej powiększającej się szczelinie znajduje się coraz więcej skomplikowanych urządzeń high-tech; coraz bardziej patrzymy na świat przez oczy tych elektronicznych okularów. Coraz większa ilość posiadanych przez nas informacji zgromadzona w coraz bardziej skomplikowanych urządzeniach zarysowuje coraz bardziej zamazany, niewyraźny kształt. Wspomniany powyżej film "Quiz show" przedstawia sytuację, kiedy reżyserowie telewizyjni przekonani są, że warto popełnić oszustwo w studio telewizyjnym, aby wywołać uśmiech na twarzach widzów. Niezapomniany film Orsona Wellsa "Obywatel Kane" z 1941 roku, przypomina, że igrające z prawdą mass-media są groźnym i skutecznym narzędziem w walce o władzę. Bohater filmu, self-made man, jest amerykańskim magnatem prasowym, który cały swój wysiłek wkłada w powiększenie swego prasowego imperium. Dokupując kolejne tytuły i niszcząc konkurentów, Kane w końcu znajduje się w pozycji człowieka, który przemilczając jedne fakty i wyolbrzymiając inne, decyduje o tym, jak miliony jego czytelników widzą rzeczywistość. Kane wie o tym, że ma w swoim ręku potężną władzę i jest gotowy jej użyć w odpowiedniej chwili. Podobnie jak Quiz Show, Obywatel Kane oparty jest na autentycznych wydarzeniach. Pierwowzorem tytułowego bohatera filmu jest William Randolph Hearst, amerykański magnat prasowy z początku naszego stulecia, który za pomocą swoich gazet realizował ambicję wpływania na politykę amerykańskiego rządu. W filmie Wellsa znajdujemy podobny wątek. Kane, aby udowodnić czytelnikom, że przewyższa wszystkich konkurentów szybkością i precyzją informacji, pisze obszerny artykuł na temat przyczyn wybuchu wojny w jednym z krajów południowo-amerykańskich. W tym samym czasie, wysyła on do tego kraju swoich agentów, którzy według otrzymanych instrukcji i za pomocą opisanych w artykule Kane'a intryg, mają doprowadzić do wybuchu zbrojnego konfliktu. Artykuł Kane'a ukazuje się we wszystkich posiadanych przez niego gazetach dokładnie w momencie wybuchu wojny. Konkurenci są zdruzgotani. Immanuel Kant dokonał fundamentalnego dla naszej epoki rozróżnienia pomiędzy rzeczami "takimi, jakie jawią się nam w procesie poznania" i "takimi, jakie są naprawdę". Dzisiaj wiemy, że w procesie poznawania obserwacja przedmiotu przeplata się nierozłącznie z projektowaniem na niego naszych stereotypów i pojęć. To twierdzenie Kanta, w uproszczonej wersji, stało się dzisiaj podstawowym dogmatem polityków, komentatorów politycznych, ludzi mass-mediów. Nikt tak naprawdę nie zna prawdy o rzeczywistości, zawsze przedstawiamy tylko pewien jej wycinek, reprezentujemy tylko jeden punkt widzenia. Tak najkrócej: "Punkt widzenia zależny jest od punktu siedzenia." Niepostrzeżenie dokonuje się w ten sposób erozja przekonania, że istnieje jakaś obiektywna prawda o rzeczywistości, że w publicznym dyskursie można oprzeć się na jakiś wspólnych twierdzeniach, które nie są wyłącznie wynikiem arbitralnej decyzji którejś ze stron, bądź politycznego kompromisu. Jeżeli to przekonanie całkowicie zaniknie, jedynym dostępnym językiem publicznego dialogu będzie język siły. 1 W celu podkreślenia autonomicznej roli mass-mediów, Marshall McLuhan mówi, że „środek przekazu sam jest przekazem” (Marshall McLuhan, Zrozumieć media. Przedłużenie człowieka, przeł. Natalia Szczucka, Warszawa 2004, s. 37). 2 To właśnie zabawa ma być podstawową cechą epoki po-nowoczesnej (por. hasło „Postmodernizm” w www.wikipedia.org). 3 Autor tego artykułu urodził się w roku, kiedy w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka Marshalla McLuhana Understanding Media. The Extention of Man (Cambrige 1964), która stworzyła niezastąpione do dzisiaj paradygmaty filozofii mass-mediów. 4 McLuhan mówi o telewizji jako o medium „gorącym”, gdyż kontakt z nim jest bardziej angażujący choć wymagający mniejszego nakładu własnej pracy niż spotkanie z „zimną” książką (por. McLuhan, Zrozumieć media..., s. 55-67). |
