o. Jarosław Kupczak OP

Czerwiec 2008

Księża z Gazety Wyborczej

Dwa dające do myślenia wywiady z katolickimi duchownymi w świątecznej Gazecie Wyborczej (14-15 czerwca 2008). Najpierw znany jezuita Jacek Prusak w rozmowie o edukacji seksualnej w szkole. Zacznijmy od tego, że rozmowa jest komentarzem do historii 14-letniej Agaty z Lublina; Wyborcza zaangażowała się oczywiście po stronie sił postępu domagając się możliwości aborcji. W opinii wielu środowisk Wyborcza zachowała się kontrowersyjnie lub skandalicznie, eksploatując tragedię dziewczynki (por. artykuł Michalskiego w tym samym czasie w Dzienniku). Jacek Prusak przemilcza co najmniej moralnie wątpliwy kontekst tej rozmowy, pro-aborcyjną agitację i zaangażowanie Wyborczej.

Rozmowa dotyczy następnie edukacji seksualnej w szkole, która oczywiście zdaniem przeprowadzającej wywiad Katarzyny Wiśniewskiej ma zaradzić w przyszłości takim historiom, jak historia Agaty. Jacek Prusak całkowicie się z nią zgadza. Zacytujmy fragment wywiadu:

 „Czy edukacja seksualna powinna obejmować wiedzę o środkach antykoncepcyjnych?

- Tak uważam, że w szkołach powinno się mówić o środkach antykoncepcyjnych.

Kościół się temu sprzeciwia.

- Mówię o informacji, a nie indoktrynacji. Przecież informacja o tym, jak się zabezpieczać, nie równa się promowaniu swobody seksualnej, czy wczesnego współżycia z zabezpieczeniem jako stylu życia. […]

W takim razie jest ksiądz zwolennikiem wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół?

- Tak. […] Uważam, że taka edukacja powinna opierać się na dwóch nogach: wiedzy o antykoncepcji i wychowaniu do odpowiedzialności, świadomego przeżywania siebie i swojej seksualności.”

Zwróćmy najpierw uwagę na język rozmówcy Wyborczej; antykoncepcja dotyczy „zabezpieczania” – a więc dotyczy bezpieczeństwa młodych ludzi, mniej więcej tego, co dają rękawice, czy okulary ochronne, które chronią zdrowie i życie ludzi. Antykoncepcja jest więc czymś pozytywnym, co służy życiu. Ot, małe przesunięcie w języku, które ma swoje konsekwencje…

Dziwi, że Jacek Prusak w swoim raczej jednoznacznie pozytywnym nastawieniu do edukacji seksualnej w szkole nie stawia pytań, które katolicki teolog i ksiądz powinien sobie postawić. Edukacja seksualna jest przedstawiana nierzadko jako sprawa obiektywnej wiedzy o ludzkiej seksualności i niewątpliwie w części jest taką wiedzą. Niemniej, w znacznej części jest sprawą etyki i tutaj zaczynają się istotne pytania i kontrowersje. Czy seksualne współżycie przed ślubem jest czymś dobrym? Czy stosowanie antykoncepcji jest moralne, czy nie? Jakie jest moralne znaczenie masturbacji? I tak dalej…

Mówienie o seksualności jest mówieniem o relacji do siebie samego i decydującej dla własnego rozwoju relacji między dwoma osobami, która zawsze ma charakter etyczny… Ale jaką aksjologię ma zakładać edukacja seksualna? Obawiam się, że będzie wyrażać permisywistyczną etykę współczesności (jeśli tak nie będzie, to Wyborcza będzie grzmieć o fundamentalistycznym wpływie Kościoła, który narusza świeckość państwa) i w takiej formie szkolny przedmiot edukacji seksualnej będzie w sposób istotny naruszać prawa rodziców do wychowania swoich dzieci.

Drugi wywiad to rozmowa z polskim księdzem pracującym w czeskiej Lanckoronie, Zbigniewem Czendlikiem: „Zrobiliśmy z Kościoła fabrykę”. Znajdujemy w nim kilka ważnych wskazówek dotyczących istoty chrześcijańskiej dojrzałości. Pierwsze kryterium tej dojrzałości: „W Polsce problemem jest to, że ludzie przychodzą na gotowe. Są bierni, sami nawet nie potrafią się nakarmić. Hostię przyjmują wprost do ust, co jest symbolem skrajnego infantylizmu religijnego. Taki jest właśnie polski Kościół – czekamy aż ktoś nas nakarmi. Sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić”.

Brawo. Wydawało mi się w mojej niewiedzy i naiwności, że u wielu chrześcijan przyjmowanie komunii do ust jest wyrazem szacunku dla Eucharystii. Dobrze, że ktoś mi wreszcie wyjaśnił, że jest to nieomylnym zewnętrznym znakiem wewnętrznej niedojrzałości i „skrajnego infantylizmu”.

Wydawało mi się także, że istota Eucharystii na tym właśnie polega, że człowiek nie potrafi sam siebie nakarmić, że otrzymuje  on – jak dziecko – pokarm, który nie pochodzi od niego, ale od Ojca. Ksiądz Czendlik wie lepiej. Na szczęście podzielił się z nami tą wiedzą. Wydawało mi się zresztą podczas moich podróży po Europie i Stanach Zjednoczonych, że w odwiedzonych miejscach nie jest problemem zbytnia cześć dla Eucharystii i komunii świętej, ale jej brak, a wielu miejscach przyjmowanie komunii do ust jest próbą przywrócenia tej czci. Cóż, może ksiądz Czendlik odwiedził inne miejsca.

Na szczęście, to nie koniec mądrych uwag rozmówcy Wyborczej nt liturgii i w wywiadzie znajdujemy inne ważne wskazówki liturgiczne:

No to kiedy się modlicie?

Jak to kiedy? Ciągle. Modlę się, jak z wami rozmawiam, jak idę do kogoś z wizytą, gram w kręgle. Prymitywne wyobrażenie modlitwy to składanie rąk i modlenie się „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario”. A przecież modlitwa to wszystko, co robię. Świeccy w Polsce nie maja swojego modelu religijności, więc przyjmują model religijności zakonnej”.

Cudownie. Na pewno te uwagi przyniosą komfort wielu katolikom, którzy dawno już porzucili prymitywne odmawianie „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”. Właśnie dowiedzieli się, że modlitwą jest wszystko to, co robią. A te biedaki, które – jak piszący te słowa – ciągle odmawiają ze złożonymi rękami wspomniane modlitwy mogą jedynie z wypiekami na twarzy doczytać ten wspaniały wywiad do końca.

„O tym, że aborcja jest grzechem, mówię młodym ludziom, ale nigdy na ten temat nie powiedziałem ani nie powiem kazania. Zbyt wielu wysłuchałem spowiedzi, podczas których słyszałem, jak kobiety cierpią z  tego powodu. Nie mam sumienia, żeby rozdrapywać te rany jeszcze z ambony.”

Ciekawe. O ile wiem, wiele kobiet, które zrozumiały zło popełnionej kiedyś aborcji, najbardziej znanym przypadkiem jest bohaterka sprawy sądowej Roe vs. Wade (dotyczy to także lekarzy, którzy dokonywali aborcji; najbardziej znaną osobą jest doktor Nathanson) znajduje pocieszenie w zaangażowaniu się na rzecz życia poczętego. To zaangażowanie, które ma równocześnie formę ekspijacji jest troską o kobiety, które mogą dokonać podobnego błędu w przyszłości i płacić za to cenę cierpienia i wyrzutów sumienia… Dlaczego ksiądz Czendlik nie troszczy się o te kobiety? Można chyba bez agresji mówić o obronie życia?

„Czy można za pomocą regulacji prawnych wprowadzać zasady katolickie? Wymuszać moralność sankcjami?

Podoba mi się system czeski. Państwo się nie angażuje w życie Kościoła. Kościół się nie angażuje w sprawy państwa. Fundamentem wiary jest nasze sumienie. Wprowadzanie wiary za pomocą przepisów budzi w ludziach opór; więc efekt jest odwrotny od zamierzonego. Może problem polega na tym, że to my, księża, nie umiemy formować sumień ludzi, więc chcemy, żeby prawo robiło to za nas?”

Taka ilość nieporozumień w kilku zdaniach to mistrzostwo. Generalnie, na oba pytania należy odpowiedzieć pozytywnie. Ustanowienie dnia wolnego od pracy w Boże Narodzenie i Wielkanoc (także w niedziele) to wprowadzenie zasad katolickich za pomocą regulacji prawnych. Czy ktoś w Polsce chce to zmienić? Moralność, która jest istotną częścią porządku prawnego jest wymuszana sankcjami; za popełnienie przestępstwa idzie się do więzienia.